Autor Wiadomość
Dark P
PostWysłany: Czw 21:18, 02 Lis 2006    Temat postu: Okolice Orwentynu

*Łopot skrzydeł odmierzał jej czas, już sama nie wiedziała dokładnie ile dni i nocy leci. Mając jedynie gwiazdy i instynkt za przewodnika przemierzyła już około 300 mil. Pogoda robiła się coraz bardziej kapryśna i od czasu do czasu padał mrożący krew w żyłach zimny deszcz. Głód i zmęcznie coraz bardziej doskwierały samotnej podróżniczce, zatem postanowiła urządzić polowanie i odpocząć.
Wierzchołki drzew migały pod jej stopami, świerzy sosnowy zapach tłumnie docierał do jej wrażliwych nozdrzy pobudzając apetyt. Nagle Dark P spostrzegła w dole uciekajacą łanię. Nałożywszy na dłonie pazury jeszcze bardziej zniżyła lot, zmuszając przestraszone zwierze do opuszczenia zarośli. Gdy tylko młoda sarna wybiegła na otwartą polanę, kobieta złożyła skrzydła i mocno zapikowała. Srebrna Kania u jej szyi leciała razem z nią. Przy ogłuszającym wyciu wiatru powietrzna łowczyni zaatakowała zwierze. Czerwona posoka polała się obficie na ściółkę, barwiąc liście pobliskiego klonu na kolor głębokiego szkarłatu. Bezgłowe truchło sarny upadło na ziemię. Kobieta odwiązawszy od pasa linę, spętała nogi zwierzęcia i powiesiła je na gałęzi. Za pół godziny krew zupełnie zleci i będę mogła zacząć pieczenie... Tak rozmyśląc poczęła przygotowania do ogniska. Gdy nazbierała już odpowiednią ilość drewna i ułożyła je w stosik, jednym krótkim zaklęciem sprowadziła na wyschnięte gałęzie żar. Po chwili wesołe płomienie tańczyły w ognisku ciesząc oczy i grzejąc zmraźnięte dłonie kobiety. Dark P ściągnowszy z drzewa upolowaną łanię zaczęła ją oprawiać. Kiedy skończyła, zbudowała prowizoryczny ruszt, nadziała mięso i poczęła piec dziczyznę. Miły zapach wypełnił okolicę. Zbuntowany żołądek łowczyni domagał się natychmiastowego posiłku. Gdy upewniła się, że potrawa jest już zdatna do spożycia zaczęła jeść.
Zapadł już wieczór, jedynym światłem wśród wszechogarniającego mroku było ognisko i rozgwieżdzone niebo, w które uporczywie wpatywała się samotna kobieta.*
***********************
*Ranek jak zwykle w tych okolicach był zimny i mokry. Na drzewach perliły się wielkie krople rosy, które z lekkim pluskiem spadały na ziemie.
Wysoko na niebie krążyła dostojna kania, która leniwymi uderzeniami skrzydeł utrzymywała się w powietrzu. Nagle ptak zaskrzeczał radośnie, po czym zanurkował w gęstwinę najwyraźniej dostrzegłwszy ofiarę.
Krzyk wyrwał Dark P ze snu. Leżąc skulona blisko wygaśnietego ogniska, powoli otworzyła oczy. Przeznaczenie wzywa... Pomyślała samotna łowczyni, zabierając się do uprzątnięcia obozowiska. Gdy wszystkie ślady bytności kobiety znikły z polany, zaczęła planować swe dalsze posunięcia. Dziś nie polecę, rozruszam trochę nogi i pójdę dalej pieszo, to już niedaleko..
Wędrowała nieprzerwanie do południa. Wtedy to właśnie dotarła do podnóża wielkiej góry, której szczytu nie dostrzegłby z tej odległości zwyczajny człowiek. Ale Dark P nie była zwyczajna. Widziała dokładnie zarysy starożytnej budowli wyrastającej ze skały wysoko w górze. Tam był jej dom. Albo raczej początek wielkiego niegdyś miasta ludzi-ptaków, którym był właśnie zamek rodu Wielkiej Kani.
Dotarła do Orwentynu.*

Powered by phpBB © 2001,2002 phpBB Group